Świat okiem Arlekina. Komedia nie-ludzka

Spoglądam w nie urodzony, schematyczny świat,
który pragnie, aby go stworzyć i ukształtować,
spoglądam w rojowisko cieni postaci ludzkich,
które kiwają ku mnie, abym je zaklął i wyzwolił:
cienie tragiczne i śmieszne, i śmieszno-tragiczne
– i jestem do nich bardzo przywiązany.
Tomasz Mann: Tonio Kröger, 1903

W świadomości zbiorowej arlekin, pierrot, gilles, pajac, błazen, clown – to jedno i to samo, i tylko nieliczni zdają sobie sprawę z niuansów pomiędzy nimi, a przede wszystkim z różnorodności interpretacji tych postaci aż po dzień dzisiejszy – w literaturze, w malarstwie, w muzyce, w teatrze. Niektórzy wiedzą, iż postać Arlekina wywodzi się z XVI-wiecznej włoskiej commedia dell’arte o plebejskim charakterze, gdzie ten kochliwy służący, ubrany w kolorowy kostium z charakterystycznym wzorem w karo, noszący czarną maskę, jest bohaterem romansów, wygłupów, żartów.

Historyk sztuki wskaże jednak bez trudu na wprawdzie odosobnioną, ale zupełnie odmienną interpretację tej postaci już w początkach XVIII w. Słynny „Gilles” Antoine Watteau (1718-19), namalowany zaledwie dwa lata przed śmiercią artysty, jest postacią niezwykle uczłowieczoną i przede wszystkim – bez maski. Samotny, odizolowany od reszty towarzystwa, w prostym białym kostiumie, jakby nieporadny, zwraca swoje nieśmiałe spojrzenie ku odbiorcy i – w głąb siebie. Melancholia, smutek, refleksja wyparły poprzedniego bohatera miłosnych przygód i żartownisia.

W kolekcji Beaty i Bożeny Wielopolskich Arlekin stał się postacią dominującą, jako że autorki stworzyły ich ponad 60 (!). Pierwszy z nich został wykreowany przez przez drugą z nich z okazji nostalgicznego powrotu do Wenecji jesienią 2001 r.[1] Jako nowy typ Arlekina, który przy okazji nabył niezwykłej elegancji, stał się on bohaterem cyklu zdjęciowego pt. „Arlekin w Wenecji”. Podróżując gondolą, gdzie wygląda zarówno dostojnie jak i nieco figlarnie, podziwia miasto: kanały, mostki, pałace. Stopniowo jednak staje się postacią wyraźnie owianą melancholią, zwłaszcza kiedy klęczy wśród gołębi na Placu św. Marka, mając na lewym policzku zastygłą łzę. Do zdjęć pozowała wówczas sama autorka kostiumu: na jednym z nich można pod maską rozpoznać jej oczy. Tenże Arlekin powrócił do miasta na wodzie sześć lat później, choć już kto inny był ukryty pod tą samą maską (można by zapytać: dlaczego nie autorka?) – aby dopowiedzieć swą historię: przeżyć samotnie zarówno noc, jak i doczekać świtu, kontynuując metafizyczną podróż po Wenecji – i w głąb siebie…

„Arlekin to dla mnie ukryty tragizm”, wyjaśnia autorka fotografii Beata Wielopolska. „Jedno oko się uśmiecha, drugie płacze. To trochę jak portrety Modiglianiego: jedno oko patrzy na świat, drugie – puste – w głąb siebie”.

Sesje zdjęciowe wykonane w latach 2007-2008 w Gdyni-Orłowie uwieczniły nie tylko nowe, niezwykle różnorodne typy Arlekinów, ale i całe ich grupy. Podróżujący niegdyś po Wenecji Arlekin uzyskał sześciu towarzyszy (ten sam projekt powtórzony został w kilku wersjach kolorystycznych). To zaś pozwoliło nie tylko na dodanie każdemu z nich innego rekwizytu, ale i na rozwinięcie narracji pomiędzy nimi, nobilitując wszystkie do roli postaci teatralnych.

Zupełnie odmiennymi aktorami stały się figlarne Bębenki (ich prototyp, sfotografowany w Wenecji podczas karnawału w 2007 r., znalazł się na plakacie do wystawy). Wraz z muzyką Antonio Vivaldiego, w nawiązaniu do okresu największej świetności karnawału weneckiego, szybko trafiły one na scenę jako jedna z pierwszych etiud pt. „Bębenki”, zaaranżowanych przez Beatę Wielopolską dla Teatru Muzyki i Maski „VENEZIA” w 2008 r.

W tym samym czasie, wciąż celebrując elegancję swego pierwszego Arlekina, autorki stworzyły kolejną niezwykłą postać, a Beata Wielopolska natychmiast przeniosła ją na scenę, tym razem w rytmie …poloneza Jana Sebastiana Bacha. Z dumą prezentujemy ją na obecnej wystawie w Muzeum Zagłębia, wraz z późniejszym zielono-złotym Arlekinem z tej samej grupy.

Wkrótce świat Arlekinów zaludnił się jeszcze bardziej: w latach 2008-2009 autorki zrealizowały swój najbardziej unikatowy projekt posługując się – po raz pierwszy w całej historii kolekcji – jeszcze jedną postacią z commedia dell’arte, postacią Kolombiny, której oczywiście założyły maskę.

Czteroosobowa Rodzina Arlekina (Arlekin, Kolombina i dwójka Dzieci – na wystawie prezentujemy tylko trzy postacie z tej grupy) zainscenizowana została najpierw nad Bałtykiem w Gdyni-Orłowie w wersji allegro, w co świetnie wpisywały się zarówno jej pogodna kolorystyka, jak i postacie figlarnych dzieciaków. Wkrótce jednak, z myślą o nocnej prezentacji podczas kolejnej edycji festiwalu „arte, cultura, musica e…” w Zamościu, autorki przeniosły całą grupę w wymiar metafizyczny, transcendentalny.

Tym razem cała czwórka (na wystawie mogliśmy zaprezentować jedynie Kolombinę) pojawiła się – w żałobie, bądź …po śmierci. Kolombina nosi czarny, a więc żałobny fartuch, czerń mocno dominuje w nakryciach głowy, a czarna gipiura pojawia się we wszystkich detalach. A maski? Otóż wszystkie pozostały przerażająco puste i …białe. Białe też są rękawiczki. To świadome nawiązanie do niejednoznacznej etymologii słowa „maska” (wł. „maschera”, łac. „larva”) – bowiem „larva” może oznaczać duszę zmarłego, a jej typowym kolorem jest biel…[2]

Długi korowód Arlekinów w kolekcji Wielopolskich po dziś dzień zyskuje nowe postacie, najczęściej figlarne i żartobliwe, bądź eleganckie i dostojne. Cienie tragiczne i śmieszne, i śmieszno-tragiczne, które udało się zakląć i wyzwolić, cienie uczłowieczone, które zyskały nie-ludzką postać. Mogłyby one odegrać całą vita humana: radość i smutek, młodość i starość, miłość i nienawiść, miłość i zazdrość, życie i śmierć. Commedia dell’arte? Nie. Komedia nie-ludzka.


P. S. Dla celów wystawy postacie Arlekinów udało się ustawić niemal w krąg.[3]

Tekst: Beata Wielopolska,
Warszaw-Będzin,
styczeń 2015

Przypisy

1. Miał on poprzednika w fotogramie Beaty Wielopolskiej pt. „Pajac/Dysonanse” z 1999 r. przedstawiającej studyjną aranżację tkanin wokół małej biało-czarnej maski, zapewne maski Arlekina, zastygłej w krzyk.

2. Szczegółowy opis tego projektu można znaleźć na stronie www.muzeum.bedzin.pl: Beata Wielopolska w odpowiedziach na pytania pracowników Muzeum Zagłębia Małgorzaty Hałasik i Anny Góry oraz na stronie internetowej Beaty Wielopolskiej www.venetianmagic.com

3. Już w 2008 r. z myślą o odwiecznym kręgu życia i śmierci, autorka zrealizowała etiudę sceniczną pt. „Odwieczny krąg” w choreografii Wacława Gaworczyka, do fragmentu z baletu „Romeo i Julia” Prokofiewa oraz do chóru z „Carminy Burany” (wówczas w oparciu o inne kostiumy z kolekcji: Wodę, Młodą Parę, Dożów, Requiem, Wdowy i Skrzaty).